Turcja – wzdłuż i wszerz #1

0

Jedna z wypraw którą najlepiej wspominam była wyprawa do Turcji. Kraju niesamowicie różnorodnego i zadziwiającego na każdym kroku. Trzy tysiące kilometrów przez całą Turcje. Od krain skutych lodem po dzikie sady z pomarańczami. Będzie to cykl postów – nie chce żeby jeden post był zbyt przytłaczający.

Podróż była z założenia niskobudżetowa. Lecimy samolotem do Gruzji (to była najtańsza opcja), podróżujemy autostopem i pieszo, korzystamy z couchsurfingu, omijamy pięciogwiazdkowe hotele i restauracje z przewodnika Michelin. Nie było to trudne, bo Turcja jest generalnie bardzo tania.

Ale od początku. Lądujemy w Gruzji i ruszamy w stronę granicy z Turcją. W Gruzińskim mieście Batumi mamy okazje spróbować haczapuri z kozim serem wypiekanego w kamiennym piecu opiekanym drewnem w cenie około 2zł za porcję, która spokojnie wystarcza jako pełny posiłek. O samej Gruzji rozpiszę się w przyszłości w kolejnym poście.

Docieramy do granicy Tureckiej. Kompleks budynków jest ogromny i nie ma w nim przejścia pieszego. Kilka kwadransów poszukiwań i mamy wbitą wizę (na granicy odwiedziliśmy jeszcze toalety i mógłbym wrzucić tu ich zdjęcie, ale toexplore.eu ma inspirować, a nie zniechęcać, więc się powstrzymam).

Łapiemy stopa do miejscowości Hopa trasą wzdłuż morza czarnego – jest urokliwie. W Hopa po raz pierwszy słyszymy nawoływanie do modlitwy wyśpiewane przez muezzina, przez głośniki na minarecie, na wielu minaretach, w całym mieście, bardzo głośno (minaret to wieża przy meczecie). Było to niewątpliwie wyjątkowe przeżycie. Dalej kierujemy się w stronę miasta Borcka. Jedziemy przez położone w górach plantacje herbaty, miejsca tak epickie, że powinni tu kręcić filmy. Jak kiedyś będę bogatym producentem filmowym to na pewno to zrobię.

W Borcka żegnają nas ostatnie dodatnie temperatury. Jest w końcu przełom lutego i marca, a my kierujemy się bardziej w góry. Ze złapaniem kolejnego stopa pomaga nam Pan Policjant – zatrzymuje pierwszy lepszy samochód, pyta dokąd jedzie i każe człowiekowi nas zabrać ze sobą… Na szczęście w Turcji wszyscy są bardzo pomocni i miły Pan kierowca cieszy się, że może nas podrzucić.

Turcy generalnie są bardzo uczynni i życzliwi. Kilka razy zdarzyło się, że dostaliśmy herbatę od pracowników pobliskiego biura/sklepu, gdy zobaczyli nas jedzących śniadanie na ławeczce w parku. Z podwożeniem nie ma problemu, często ludzie zmieniali trasę żeby podwieźć nas w konkretne miejsce, np. na dworzec autobusowy.

Ciąg dalszy nastąpi… Będzie więcej konkretów i smaczków, więc zapraszam do subskrypcji.

Co utkwiło nam w pamięci

W Turcji jest wiele małych piekarni, gdzie kupno pieczywa wygląda trochę inaczej niż u nas. Wchodzisz, oglądasz wystawę, zamawiasz to co sobie upatrzyłeś, a pracownicy piekarni urabiają ciasto i pieką dla Ciebie to co wybrałeś, a w międzyczasie toczy się miła rozmowa.

Nawiązanie kontaktu wzrokowego ze sprzedawcą z jakiegokolwiek sklepu jest zaproszeniem go do rozmowy. Mimo, iż miałem na plecach spory plecak i ewidentnie wyglądałem na turystę to nie przeszkadzało to sprzedawcą w próbie wciśnięcia mi np. posągów albo dywanów… Szybko nauczyłem się przemieszczać ze spuszczonym wzrokiem.

Turcja jest przepiękna, nieprzewidywalna i zaskakująca, na pewno warta odwiedzenia. My byliśmy tam w 2014 roku, teraz jest troszkę mniej stabilna, więc pewnie ominął bym kilka z miejsc w których byliśmy.

 

Informacje praktyczne:

  • Woda w sklepie czy restauracji w większości kosztuje 0,5-1zł – poza miejscami mocno turystycznymi
  • Herbata w małych szklaneczkach (150ml?) kosztuje 0,5-1zł  (najdroższą kupiłem w galerii handlowej w kawiarni sieciowej – około 2zl
  • Jedzenie na ulicach jest bardzo tanie – coś na kształt naszego kebaba w bułce – tylko trochę mniejszy i smaczniejszy – około 4-5zł
  • Przy wejściach do dużych galerii handlowych są bramki ze skanerami bagażu jak na lotniskach

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here